sobota, 7 marca 2020

Tropical Island, Jelly Mask Mango & Maracuja - Marion

Jakiś czas temu kupiłam dla próby maseczkę z serii Tropical Island. Co mnie skusiło? Głównie dobra cena - lekko powyżej 2 zł. Maseczka ma zregenerować skórę i poprawić jej koloryt. Ma delikatny, przyjemny, lekko słodko owocowy zapach. I to chyba tylko tyle plusów. 

Maseczka ma koszmarną konsystencję galaretki. Koszmarną, bo nie da się jej w ogóle wmasować w skórę. Odpada, kruszy się... i w ogóle nijak nie da się jej nałożyć. Tą ilość, którą udało mi się wsmarować, w ogóle nie przyniosła efektu. Szkoda. 

sobota, 29 lutego 2020

Cloud Mask Bąbelkująca, Maseczka Detoksykująca, Mango Balango - Bielenda

Mango balango to kolejna, po Merry Berry maseczka z serii bąbelkujących maseczek Bielendy której użyłam. Maseczka w formie delikatnego żelu, bardzo szybko po otwarciu saszetki zaczyna delikatnie musować na naszej skórze tworząc pianę. 
Podobnie jak w maseczce Merry Berry producent pisze o naturalnym zapachu. Dla mnie nie pachnie naturalnie. Zapach też nie bardzo przypomina mango. Kojarzy mi się raczej z owocową gumą balonową. Nie bardzo mi pasuje, ale ponieważ jest dość delikatny, więc nie odrzuca. 

Pianka która robi się na twarzy jest przyjemna. Dość delikatnie i zabawnie bąbelkuje. 

sobota, 22 lutego 2020

Pianka-galaretka do kąpieli. SPA RELAX - CAFE MIMI

Galaretkę z serii Spa relax z cafe mini kupiłam już jakiś czas temu. Ponieważ cierpię z nadmiaru ilości żeli, soli i pianek do kąpieli, dopiero ostatnio udało mi się ją zużyć do końca. Trochę to trwało. 

Dlaczego to kupiłam skoro mam tak dużo innych produktów do kąpieli? - z ciekawości! Zafascynowała mnie forma. Galaretka do kąpieli! Nigdy niczego podobnego nie miałam!

Opakowanie jest plastikowe, ale jest to plastik z nr 5, czyli taki który nadaje się do przechowywania żywności oraz można go poddać recyklingowi. Można też użyć go jako pudełka do domowych kosmetyków. 

Kosmetyk rzeczywiście w konsystencję przypomina galaretkę. Odmierzałam go ręką a po włożeniu do wody bardzo szybko się rozpuszczał. Robiło się też sporo piany. 

Galaretka zawiera 95% składników naturalnych a o tego ładnie pachnie lawendą i paczulą. Same plusy!


sobota, 15 lutego 2020

Power 10 Formula Goodnight Wr Sleeping Capsule - IT'S SKIN

Jakiś czas temu kupiłam zestaw małych całonocnych maseczek z firmy It's skin. Przeleżały dość długo, aż wreszcie wyciągnęłam jedną z nich - Power 10 Formula Good Night Sleeping Capsule.

Jest zapakowana w małe, plastikowe pudełeczko zabezpieczone z góry folią (jakby plastikowo -aluminiową). Po otwarciu trzeba ja zużyć dość szybko, ponieważ nie można jej ponownie zamknąć. 

W moim przypadku szybkie zużycie trwa około tygodnia! Nakładam jej naprawdę całkiem sporo a i tak starcza na dłużej niż bym przypuszczała.

Maseczka jest dwuskładnikowa. Wygląda dość przyjemnie i delikatnie pachnie. Ma działanie przeciwzmarszczkowe. Bardzo natłuszcza skórę, która stara się jędrna i miła w dotyku. 

Jedyne co budzi moją niechęć to małe opakowanie. Oczywiście jest to dość wygodne (nie zajmuje dużo miejsca) ale jest też bardzo nieekologiczne!

sobota, 8 lutego 2020

Shampoo Bar - Lush

Dziś post trochę ogólny - o szamponach w kostce. Od wielu lat jestem zakochana w kosmetykach Lush. Przetestowałam ich wiele. Przez ten czas cała ich masa była jakiś czas dostępna a później wycofywana ze sprzedaży. Niektórych mam jeszcze resztki (np. cudownego, delikatnego, złotego brokatu do ciała, którego wciąż dodaje do robionych przeze mnie kosmetyków na lato). Innych używam stale, z krótkimi przerwami. Do nich należą szampony w kostne.
Szamponów w kostce z Lusha używałam już kilkanaście lat temu, odkąd słowo zero waste nie było jeszcze znane i nikt nie myślał oraz nie mówił o potrzebie ograniczania plastiku (w tym plastikowych opakowań). Wtedy pomysł na szampon w kostne wydawał mi się innowacyjny i bardzo wygodny (szczególnie w podróży). 
Teraz kiedy szampony w kostne zaczęły zdobywać coraz większe grono fanów nadal nie widzę na rynku polskim odpowiedniego zamiennika szamponów Lusha. Prawdopodobnie dlatego, że Lush sprzedaje swoje szampony w kostkach od lat. U nas pomysł dopiero niedawno się narodził i powoli zdobywa fanów (głównie tych martwiących się o losy naszej planety i próbujących ograniczyć plastik w codziennych zakupach). Do tego dbanie o stan naszej planety staje się modne (i bardzo dobrze)!
Szampony w kostce Lusha są skomponowane dla różnych rodzajów włosów i problemów. Każdy znajdzie coś dla siebie. Jest szampon dla włosów suchych, przetłuszczających się, włosów wypadających oraz nadający włosom blask. Dużą część z nich używałam. Dużej ilości nie mogłam oczywiście używać (chociaż wizualnie i zapachowo są piękne!) bo nie nadają się do moich włosów.
Gdy po raz pierwszy kupowałam te szampony przy zakupie dwóch, dostawało się w gratisie metalowe pudełko. Bardzo ułatwia transport, ale na co dzień się nie sprawdza. Bardzo ciężko szampon do niego włożyć, a później niemożliwe jest go z niego wyciągnąć. Trzeba więc namydlać włosy szamponem który się przyklejał do pudełka. Nie dość że to niewygodne, to jeszcze przy okazji wyrywa się dużo włosów. Przy codziennym stosowaniu, najlepsza jest zwykła mydelniczka, która odprowadzi nadmiar wody.
 
W zeszły weekend byłam w  Londynie i nadrobiłam braki kosmetyczne. Niestety pudełka od dawna są już płatne (i nie są tanie). Pojawiło się dodatkowe pudełko - z korka. Nie wiem jak będzie się sprawdzało (nie kupiłam) ale wydaje się ciekawą alternatywną dla tego metalowego. Wygląda też naprawdę stylowo. Bardzo chciałam go mieć! Na szczęście zdrowy rozsądek zwyciężył i nie kupiłam.
Szampony w kostce Lush są kolorowe, pachnące i świetnie się pienią. Chciało by się je mieć wszystkie! Dodatkową zaletą sklepów Lush jest fakt, że wszystko można dotknąć, sprawdzić, pomoczyć. Bogactwo kolorów i zapachów zachwyca. 
Na razie nie przekonały mnie nasze polskie szampony w kostce. Korzystałam tylko z tego z czterech szpaków.  Jest w porządku ale daleko mu do szamponów z Lush.

Niestety Lusha w Polsce nie ma. Szukam więc jego sklepów za każdym razem gdy jestem gdzieś za granicami kraju. Proszę też znajomych, żeby znaleźli w walizkach miejsce na szampon podczas swoich podróży. Zazwyczaj da się to ogarnąć.  

Alternatywą (niestety dużo droższą) jest Allegro. 

Muszę jednak uczciwie przyznać, że często wolę tradycyjne szampony. Używam ich naprzemiennie z szamponami w kostce. Nie jestem na razie w stanie z nich zrezygnować, więc staram się przynajmniej ograniczyć. Może w końcu przełamie się na tyle, że te w kostce staną się dominujące w pielęgnacji moich włosów. 

Szczotka do masażu - Stara Mydlarnia

Szczotkę do masażu na mokro i na sucho poleciła mi koleżanka. Na początku byłam bardzo sceptyczna - w końcu to kolejny gadżet w domu, który najprawdopodobniej znajdzie swoje miejsce na półce i zacznie zarastać kurzem a po jakimś czasie ze sporymi wyrzutami sumienia zostanie wyrzucony do śmieci. Dałam się jednak skusić i swój egzemplarz nabyłam w Starej mydlarni. 
Stara mydlarnia to moje zeszłoroczne krakowskie odkrycie. Wpierw jeździłam do Bonarki kupując jedynie świece na prezent (Woodwick lub Yankee candle), później zaczęłam odwiedzać Starą Mydlarnię na  ul. Szewskej. I to właśnie dzięki wizytom na Szewskiej zaczęłam interesować się też ich kosmetykami. Ponieważ Stara Mydlarnia to moja dość świeża miłość kosmetyczna, tych produktów których u nich nabyłam nie było do tej pory dużo, ale do tych których do tej pory używałam / używam zapałałam wielką miłością. 

Na początku jednak szczotka. Nie trzeba jej kupować akurat w Starej mydlarni. Ta sama szczotka, ale z innym logo, sprzedawana jest w różnych sklepach.
Mojej szczotki używam z peelingiem, na mokro. Próbowałam również na sucho, ale nie wzbudziło to mojego entuzjazmu. Szczotki używam prawie codziennie i właściwie nic się z nią nie dzieje. Jedyną rzeczą, na którą trzeba zwracać uwagę, to dokładne wysuszanie jej po użyciu. Latem kładłam ją na parapecie na słońcu (moje mieszkanie jest bardzo wilgotne i latem nic nie chce schnąć). Zimą szczotka codziennie ląduje na kaloryferze (i nie pęka). 

Jeśli nie suszymy szczotki, drewno zaczyna czarnieć i robić się po prostu brzydkie. Podejrzewam, że utrzymując szczotkę ciągle wilgotną, zacznie się nam psuć. 

Po kilku miesiącach używania ciężko mi sobie wyobrazić codzienną pielęgnację bez tej szczotki. Jestem bardzo nieszczęśliwa, gdy zapomnę jej zanieść po wysuszeniu do łazienki i nie mogę użyć biorąc prysznic. 

Wszystkim wahającym się - polecam zakup!

sobota, 1 lutego 2020

Łagodzący olejek do demakijażu - Vianek

Od długiego czasu używam olejków do demakijażu. I nagle ta formuła przestała mi pasować! Niestety to "nagle" trafiło się podczas używania olejku do demakijażu z Vianka. Nie jest to wina olejku samego w sobie. Produkt jest naprawę dobry. Po prostu niepodziewanie, dosłownie z dnia na dzień, zmywanie twarzy olejami, przestało mi pasować. Po użyciu olejku czuje że moja skóra staje się lepka i tłusta.  Mam wrażenie że jest również niedomyta, mimo że używam jeszcze innych produktów do demakijażu. 

Co do olejku łagodzącego z Vianka, to jest naprawdę delikatny. Zawiera: olej z pestek winogron, olej kokosowy, olej rycynowy, oraz olejek rumiankowy. Jest też dość wydajny. Czego mi w nim brakuje, to ręczniczka do twarzy, który dostajemy przy zakupie np. olejku do demakijażu z firmy Resibo.

Jeśli już jednak mamy taki mały ręczniczek, to olej z Vianka może się okazać dobrym i stosunkowo tanim zamiennikiem innych olei do demakijażu. 

Jeśli tylko przejdzie mi nowa fobia anty-olejkowa, to z dużym prawdopodobieństwem wrócę własnie do tego produktu. 

sobota, 25 stycznia 2020

COCO Body peeling Kokosowy peeling do ciała - Charmine Rose

Na początku muszę się do czegoś przyznać. Nie lubię kosmetyków kokosowych, o zapachu kokosa, z kokosem. Jedyny wyjątek robię dla kosmetyków, które robię sama i mają w składzie olej kokosowy. 

Ponieważ nie lubię takich kosmetyków, nigdy sama nie kupiłabym peelingu kokosowego. Ten jednak dostałam w prezencie! Na początku podeszłam do niego sceptycznie. Jednak to prezent! Stwierdziłam, że raz się żyje, otworzę i jeśli nie dam rady używać, na pewno znajdzie się ktoś chętny, który z radością przejmie ten peeling. 
I tu nastąpiło, nie da się ukryć, duże i bardzo pozytywne zaskoczenie. Peeling jest cudowny. Oczywiście pachnie kokosem, ale ten zapach jest delikatny i nie czuć go "chemią". W konsystencji przypomina gęste mleczko kokosowe (a raczej kokosową śmietankę unoszącą się na górze kokosowego mleka w puszce). Substancjami ścierającymi są mielone łupiny kokosa (dość spore, wyczuwalne) oraz cukier trzcinowy. 
Peelingu używałam ok 1-2 razy w tygodniu masując przy okazji całe ciało szczotką do masażu na sucho.

Opakowanie jest duże - 200 ml i starcza na długo nawet przy regularnym stosowaniu. 

sobota, 18 stycznia 2020

Lekki żelowy balsam nawilżający MALDIVES - Dr Irena Eris

Lekki żelowy balsam nawilżający MALDIVES dr Ireny Eris kupiłam latem i zużyłam dość szybko. Mimo dużego opakowania, kremu jest w nim mniej niż się wydaje (200 ml). Jest bardzo lekki i wchłania się błyskawicznie. 

Ma piękny morski kolor i cudowny, odprężający zapach. Próbowałam uchwycić na zdjęciu kolor, ale jak widać, nie wyszło zbyt dobrze, gdyż kremu zostało naprawdę niewiele. 

Jak już pisałam, krem zużywa się szybko. Jest bardzo delikatny i bardzo szybko się wchłania. To może być zaleta. Szczególnie dla osób, które nie lubią używać kremów i się po nich "lepić". Dla mnie była to wada, bo o ile początkowo krem spełniał moje oczekiwania i ładnie nawilżał moją suchą skórę, to jak tylko wilgotność powietrza spadła - krem przestał spełniać moje wymagania. Nawilżenie przestało być wystarczające. 

Do tego ten balsam jest drogi. Kosztuje prawie 100 zł. Mam bardzo mieszane uczucia, ponieważ na ile wydaje się wręcz idealny na gorące lato, to cena wydaje mi się jednak nie adekwatna w stosunku do ilości produktu i tempa w którym się go zużywa. To nie jest wydajny balsam, zużywa się go błyskawicznie. Można jednak uzależnić się od tej konsystencji, zapachu i koloru. Pieści zmysły. 

sobota, 11 stycznia 2020

Nocny Krem Zmiękczający Skórę - Mary Kay

Na początku muszę się do czegoś przyznać. Nie posiadałam nigdy tego produktu w jego pełnej wersji. Byłam szczęśliwym posiadaczem małej próbki (11g) i na podstawie tej próbki opieram cały post i całą recenzję. 

Próbka jest na prawdę niewielka, ale starczyła mi na bardzo długo, mimo że nie oszczędzałam tego kremu. Ponieważ jest bardzo gęsta, nie trzeba jej używać dużo na raz, żeby osiągnąć zamierzony efekt. 

Krem świetnie nawilża i natłuszcza skórę. Nie uczula, nie zatyka porów mimo swojej gęstej konsystencji. Jest po prostu świetny. A dodatkowym, jak na mnie olbrzymim atutem, tego kremu - jest jego cudowny zapach!

Krem jest na tyle wszechstronny że prócz skóry twarzy (ja go tak głównie używałam - jako krem na noc) nadaje się też świetnie na wszystkie przesuszone miejsca na skórze jak np na łokcie i stopy czy też ręce. 

Jeśli tylko uda mi się znaleźć jakąś konsultantkę Mary Kay - na pewno kupię ten produkt w pełnej wersji.  

sobota, 4 stycznia 2020

Postanowienie noworoczne

Dziś będzie post nietypowy. Nie będę pisała o wybranym kosmetyku a o postanowieniu noworocznym. Różnie z nimi jest. Bywały całe lata, gdy wiedziałam, że nie ma po co udawać - nawet jeśli sobie to postanowię to nie starczy mi wytrwałości żeby nagle ograniczyć spożycie kalorii o połowię, codziennie chodzić na siłownię lub basen lub przynajmniej raz w tygodniu przeczytać jakąś książkę. 

Z biegiem lat postanowiłam dawać sobie postanowienia z okazji nowego roku (bo to jest na nie dobry czas). Ale te postanowienia miały być możliwe do spełnienia. Motywujące, aczkolwiek pewnie niezbyt ambitne. Ostatnimi latami moim postanowieniem było przynajmniej raz w roku pójść do opery i na balet. Niby nic takiego, ale czas znajdowałam zazwyczaj w grudniu przerażona faktem, że tak szybko minął ten rok a ja nadal czuje się niespełniona kulturalnie.

W tym roku postanowienie noworoczne obudziło się we mnie w drugiej połowie roku 2019 i dojrzewało bardzo powoli. Postanowiłam żyć (bardziej niż do tej pory) w duchu "zero waste". Zacząć naprawdę planować posiłki, ograniczyć wydatki oraz kupować o wiele mniej kosmetyków. 

W listopadzie zmierzyłam się sama ze sobą i z moimi szufladami na kosmetyki. Uświadomiłam sobie, że mam ich naprawdę DUŻO. A raczej zbyt dużo. I wciąż kupuje nowe zachęcona reklamą, złudnym poczuciem że nowy krem czy maseczka zdziałają prawdziwe cuda, albo po prostu chęcią posiadania nowych "cudeniek"!

Na początku wiec postaram się "zejść z magazynu" i opróżnić moje kosmetyczne szuflady; kupować kolejny kosmetyk dopiero gdy stary jest już prawie zużyty. Nie gromadzić na zapas (jakby nagle z dnia na dzień mieli pozamykać wszystkie drogerie w okolicy).

Jeśli się też uda (a będę się starała) zwrócę uwagę, czy kosmetyki które kupuje są testowane na zwierzętach. I kosmetyków firm które testują - nie będę kupować.

Życzę Wam więc w Nowym Roku nowego spojrzenia na życie i na świat który nas otacza, oraz o udaną walkę ze swoimi wadami i złymi przyzwyczajeniami!

Pozdrawiam kosmotycznie i dziękuję że jesteście ze mną i zaglądacie na mojego bloga!

Karola

sobota, 28 grudnia 2019

Reve de Miel Ultra-Nourishing Lip Balm balsam do ust - Nuxe

Dawno nie pisałam o kometkach Nuxe. Dawno też żadnego nie kupowałam. Te których używam regularnie w okresie letnim, już dawno też zostały opisane. 

Balsam do ust Reve de Miel Ultra-Nourishing Lip Balm mam już na prawdę długo. Kupiłam go kiedyś w zestawie z innymi kosmetykami Nuxe, które już dawno zostały zużyte. Balsam czekał dość długo na swoją kolejkę. Bardzo a to bardzo nie pasowała mi jego konsystencja. Dosyć lepka, bardzo gęsta, nie wyróżniająca się na plus nawet zapachem. 

Dopiero po czasie, w okresie jesienno-zimowym wróciłam do tego balsamu i udało mi się go zużyć (bardzo nie lubię wyrzucać kosmetyków). Już tak mnie nie drażnił jak latem i nawet całkiem nieźle nawilżał skórę warg. Nie kupiłabym go jednak ponownie. 

sobota, 21 grudnia 2019

Soothing Ampoules Kuracja twarzy - Douglas

Chwilę się zastanawiałam zanim otwarłam ampułki łagodzące z Douglas. Mgiełka do twarzy z tej samej serii mocno mnie podrażniała więc nie byłam z niej zadowolona. Bałam się, że skoncentrowane składniki produktu z tej samej serii spowodują spustoszenie na skórze mojej twarzy. Na szczęście tak się nie stało i mogłam je używać. 

W kartonowym pudełeczku znajduje się pięć ampułek po 1,5 ml. Każdą ampułkę nakłada się na twarz (nie pozostawiając produktu na później / na następy dzień). Otwiera się je łatwo, a szkło się nie kruszy, więc niebezpieczeństwo że się pokaleczymy jest niewielkie. 
Wg instrukcji po dwóch minutach nadmiar produktu należy zetrzeć chusteczką. U mnie jednak nie było takiej konieczności. Cały preparat niemal natychmiast się wchłaniał. 

Jeśli chodzi o ten produkt, to jak już pisałam, nie uczulał i nie podrażniał mojej skóry. Muszę jednak przyznać, że nie widziałam po użyciu tych ampułek niczego specjalnego. Żadnego efektu "Łał".

sobota, 14 grudnia 2019

Soothing Hydrating Mist Mgiełka do twarzy - Douglas

Kojącą mgiełkę z Douglasa dostałam w prezencie urodzinowym i muszę przyznać - byłam zachwycona. Niestety prawie od razy po użyciu, byłam równie mocno rozczarowana! Naprawdę spodziewałam się więcej po tym kosmetyku!

Przede wszystkim spryskiwacz jest naprawdę toporny. Zalewa nas płynem zamiast delikatnie spryskiwać. Zamiast uczucia delikatnego odświeżenia dostajemy nieprzyjemne uczucie, jakby nas ktoś polał po twarzy wodą (ew. spotkałby nas niespodziewanie mocny deszcz). 

Przecież da się zrobić fantastyczne rozpylacze do mgiełek! Jeśli ktoś nie wie jak, lub się nie spotkał, polecam nawadniającą mgiełkę do twarzy z Lumene!

Bądźmy szczerzy, jeśli chodzi o mgiełki, sposób w jaki są one rozpryskiwane po naszej twarzy ma ogromne znaczenie! Byłabym jeszcze w stanie przeżyć to NIEDOPATRZENIE gdyby nie fakt, że kosmetyk od początku mocno mnie podrażniał. Na początku myślałam, że to przez interakcję z innym kosmetykiem, ale niestety mimo wielu prób nie udało mi się zużyć tej mgiełki. W desperacji próbowałam ją nawet rozcieńczyć z hydrolatem, ale skończyło się tym, że mgiełkę musiałam komuś sprezentować, a hydrolat był do wyrzucenia. Szkoda, bo ten produkt trochę podważył moje dobre zdanie o produktach firmy Douglas. 

sobota, 7 grudnia 2019

Regenerating And Soothing Ointment - Podopharm

Muszę uczciwie przyznać, że Podopharm regenerating and soothing ointment to najlepszy produkt do stóp jaki do tej pory używałam. Maska jest po prostu genialna! Nadaje się idealnie do intensywnej pielęgnacji suchej, szorstkiej i popękanej skóry. Można jej używać do pielęgnacji stóp, łokci oraz kolan. Zalecana jest również do pielęgnacji ust. Jest intensywnie żółta i bardzo gęsta. Pachnie delikatnie miętowo. 

To produkt idealny dla osób borykających się z twardniejącą skórą oraz pęknięciami. 

sobota, 30 listopada 2019

Hand Life Shea Lipid krem z masłem shea do rąk zniszczonych - Charmine Rose

Regeneracyjny krem do rąk z masłem Shea niestety spowodował u mnie ogromne rozczarowanie. Przede wszystkim ma to być krem do rąk wysuszonych. Niestety nie dość że nie nawilża, to jeszcze wysusza.  Nie jest to tylko moja obserwacja - dałam ten krem do wypróbowania kilku osobom. Każda mówiła to samo, że ma wysuszone ręce i musi użyć innego kremu! 

Pewnym plusem jest wygodne, estetyczne opakowanie (pojemnik z pompką). Jednak i tu nie wszystko mi się podoba. Pod koniec kremu nie da się już wycisnąć, a i obracanie go do góry nogami, żeby krem spłynął, też niewiele pomaga. 

Zdecydowanym i chyba największym plusem tego kremu, jest jego zapach. Jest piękny. Niestety sam zapach, to trochę mało jak na krem do rąk.

sobota, 23 listopada 2019

Cloud Mask. Mohito Despacito.Bąbelkująca maseczka rozświetlająca - Bielenda

Bąbelkująca maseczka rozświetlająca to kolejna po maseczce detoksykującej 'Merry Berry' maseczka Bielandy której używałam. W tej maseczce zdecydowanie bardziej podoba mi się zapach, który nie wydaje się chemiczny (jak w Merry Berry) a naturalny. 
Maseczkę nakładamy na umytą skórę twarzy. Szybko zaczyna bębelkować i rosnąć. Po chwili zaczyna pękać i się kurczyć. Należy ją wtedy rozsmarować, zostawić na chwilę po czym spłukać. 
Mohito Despacito nawilża, koi i rozświetla skórę. Zawiera ekstrakt z mięty, limonki oraz witaminę C.

sobota, 16 listopada 2019

Zestaw 5 Produktów Golden Snail Starter KIT

Jakiś czas temu kupiłam na stronie Skin79 zestaw 5 Produktów Golden Snail. Nie pamiętam, czy była wtedy na nie jakaś promocja, czy po prostu były tańsze. Pamiętam jednak, że już wtedy się zastanawiałam, czy warto kupować zestaw próbek, które jakby na to nie patrzeć, są bardzo drogie. 

Największa moja obawa dotyczyła tego, że kupię kilka kosmetyków na "jeden wyjazd" i nie będę mogła ich nawet porządnie przetestować. Nie czarujmy się, nie bardzo umiem sobie przełożyć np 7g produktu na ilość czasu użytkowania 2 razy dziennie. Tu jednak spotkało mnie pozytywne zaskoczenie. Kosmetyki z zestawu starczyły na prawdę na długo. Nawet na baraaadzo długo. Wzięłam je na kilka wyjazdów i ciągle nie miałam ich wykorzystanych. Ale po kolei.

Zestaw składa się z pięciu produktów:

  • Golden Snail Intensive BB Cream SPF50+ PA+++ 7g
  • Golden Snail Intensive Toner 20ml
  • Golden Snail Intensive Emulsion 20ml
  • Golden Snail Intensive Creme 15g
  • Golden Snail Intensive Cleansing Foam 20ml
  1. Golden Snail Intensive BB Cream SPF50+ PA+++. Z kremem BB miałam największy problem. Niestety wszystkie do tej pory używane przeze mnie kremy BB ze Skin79 po prostu mi nie pasowały. Kolor nie pasujący do mojej karnacji (za bardzo pomarańczowy, nie ta konsystencja (zawsze mam problem z rozsmarowaniem i często mi zostają smugi) oraz formuła wysuszająca moją skórę. Krem próbowałam zużyć dość długo. W końcu jednak poległam i oddałam go koleżance. 
  2. Golden Snail Intensive Toner. Ten produkt bardzo mi pasował i o dziwo starczył na dość długo. Czasami miałam jednak problem, żeby wycisnąć toner z buteleczki.
  3. Golden Snail Intensive Emulsion. Emulsja też spełniła swoje zadanie. Skóra po niej była bardzo przyjemna. Minusem był spory problem z wyciągnięciem produktu z twardego, plastikowego opakowania. Emulsja, która jest dość lekka, nie jest jednak wodą i nie łatwo poddawała się moim zabiegom polegającym na próbom trzęsienia opakowaniem, uderzeniem w wieczko czy po prostu pozostawianiem na kilka godzin "do góry nogami" żeby produkt "spłynął".  
  4. Golden Snail Intensive Creme. Bardzo przyjemny, lekki krem w odkręcanym mini pudełeczku.
  5. Golden Snail Intensive Cleansing Foam. Żel do mycia twarzy. Starcza na prawdę na długo. Świetnie radzi sobie z makijażem oczu i ust. Po każdym użyciu miałam jednak bardzo wysuszoną i ściągniętą skórę na twarzy, oraz mocno piekły mnie oczy. 

sobota, 9 listopada 2019

Skarpetki głęboko nawilżające - Silk&Soft

Nie pamiętam już kiedy kupiłam skarpetki głęboko nawilżające do stóp. Musiało to był ładne kilka miesięcy temu. Dość długo leżały na półce i czekały na koniec sezonu letniego, ponieważ żeby je użyć, trzeba zmyć lakier do paznokci. Ponieważ w sezonie letnim regularnie chodzę do kosmetyczki, która nakłada mi hybrydę, trzeba było poczekać do momentu, gdy dam moim paznokciom czas na regenerację i przez sezon zimowy nie będę ich malować. 

Po dokładnym umyciu nóg oraz ich wysuszeniu, nałożyłam na stopy załączone skarpetki. Na początku miałam pewien problem z odpowiednim ich otwarciem (znalezieniem i rozdzieleniem zlepionego miejsca na włożenie stóp). Na to włożyłam własne skarpetki, żebym nie musiała się przejmować tym, że coś mi wycieknie lub że skarpetki z maską mi się zsuną. 

Wg instrukcji maskę na stopach należy trzymać od 15 do 30 minut. Ja jednak się ze swoimi położyłam i zasnęłam. Trzymałam je więc ok godzinę. Po ściągnięciu miałam bardzo przyjemną, delikatną skórę na stopach. Resztę maski wmasowałam w skórę stóp i założyłam skarpetki. 

Maska do stóp Silk&Soft jest bardzo przyjemna w użyciu. Nic nie wycieka ze skarpetek, jest z nią niewiele roboty. Polecam dla wszystkich borykających się z suchą skórą pięt. 

sobota, 2 listopada 2019

Mydło do włosów na konopnym sznurku - Cztery Szpaki

Mydło do włosów dostałam w prezencie urodzinowym. Bardzo spodobał mi się pomysł, na szampon w kostce. Do tej pory używałam tylko tych z Lush'a, tym razem miałam więc okazję wypróbować czegoś z rodzimego rynku. 

Mydło do włosów w kostce z zawieszką ze sznurka konopnego jest świetną,  ekologiczną alternatywną dla tradycyjnych szamponów (zawsze zapakowanych w plastikowe opakowanie).

Zalet to mydło ma dużo. Świetnie się pieni, dobrze myje włosy nawet pokryte olejem (plus dla wszystkich włosomaniaczek). Jak już wspomniałam jest bardzo ekologiczne. Bałam się, że bardzo szybko się skruszy i nie da się go już używać zawieszając na sznurku. Jednak wbrew obawom - mydło prawie do samego końca było świetnie przymocowane i wciąż można go było zawieszać na haczku. 

Włosy po umyciu są miękkie i błyszczące. Z minusów - mam wrażenie że wypłukuje farbę. 
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...